Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 679 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Paszła!

niedziela, 22 lipca 2012 17:13

Jadzia uprzejmie donosi, że się na wp obraziła i nie będzie tu bywać. Pewnie dopóki się nie odobrazi.

A teraz jest tutaj:

http://demeunbeso.blogspot.com/


Podziel się
oceń
0
0

Wymądrzalnia. (10) | Wymądrzyj się.

Z kości na ości...

czwartek, 03 maja 2012 23:11

Jadwiga, jak typowa kobieta, jest fanką narzekania na swój wygląd. A że ma skłonności do tycia, to i do narzekania trochę więcej. W każdym razie, od paru miesięcy Jadzia jest na diecie, bo Jadwigi zad stał się większy niż obecny dług Pańtwa Polskiego. I Jadzia uważa, że jej dieta jest racjonalna, a nawet zbyt (jak na Jadzię). Podejrzewa Jadwiga, że już sam Mickiewicz pisał o Jadzi:


Jadwigo, Ty nędzna istoto

Postaci Twojej zazdroszczą anieli,

A dupę masz, gorszą niżeli....


Jadwiga, znana powszechnie ze skłonności do eksperymentowania, ochoczo poszukała różnych diet, które obudziły drzemiącego w niej diabła. Jednak Jadzia za bardzo odwagi nie ma i chętnie spotkałaby się z kimś, kto nie grzeszy rozumem i owe diety by wypróbował, a potem zdał Jadzi relację. Albo i nie. Bo jedna z zakładanych opcji, oprócz pięknej sylwetki (co jest wątpiliwe), jest podupadnięcie na zdrowiu (to jest mniej wątpliwe) lub całkowite zamienienie się w marny zezwłok (co jest raczej pewne).

Nieukrywa Jadzia, że na rękę byłoby jej podupadłe zdrowie ewentualnego ochonika, bo zezwłok to raczej Jadzi nic nie powie. Mimo, że Jadzia posiada doświadczenie pedagogiczne, pracuje w piekle, czyli tzw. gimnazjum, ale tam raczej ma do czynienia z samymi diabłami, albo jego wysłannikami zrzeszonymi pod nazwą „gimnazjaliści”, to nie sądzi, żeby jej profesorski autorytet podziałał i na denata.

I tak oto wybrała Jadzia „Top 10 najgorszych diet świata, które Jadzia by chciała przetestować nieosobiście, bo ją brzydzą, ale ufa, że są mniej brzydliwi na świecie, albo przynajmniej, że są tzw. ludzkie rozgwiazdy, czyli osobniki, które nie posiadają mózgu.” :-D

 

10. Dieta niebieskie okulary.

Zwykle przed jedzeniem, matki zaganiają swoje dzieci do mycia rąk, coby nie przyniosły do domu duru brzusznego. Gdyby ktoś nie był fanem mycia przed jedzeniem, a dur brzuszny nie był mu straszny, to może pominąć ten krok i … założyć niebieskie okulary. Słyszała Jadzia o zakładaniu do jedzenia kusego przyodziewku itp., ale nie miało to na celu chudnięcia… Po co te okulary? Bo jak sobie przywdziejemy niebieski okular, to nam się jeść odechce. Bo ponoć niebieskie jedzenie nie zachęca. W sumie to zamiast zakładać okulary można sobie hodować niebieską pleśn na jedzeniu i też nie zachęci, a nuż się odkryje coś na miarę penicyliny? Jadzie nie będzie tego próbowała, bo w niebieskich okularach jej nie do twarzy, poza tym, jak spojrzy czasami Jadzia na to co ugotowała, to i bez okularów jej się jeść odechciewa. limo


9. Dieta paeolityczna.

Czyli jedz wszystko, co jadł człowiek z epoki kamienia łupanego. W tym momencie chce się Jadzi łupnąć w głowę kogoś, kto wymyślił taką dietę. Czyli, należy upolować sobie zwierzynę (najlepiej mamuta lub nosorożca włochatego), przyprowadzić do domu, złapać kobietę za włosy, zaciągnąć do jaskini niech upiecze na ognisku,  potem ochoczo wyrysuje przepis na ścianie jaskini. Jako dodatek nazrywać roślinności z przydrożnych kwietników i ogródków. Uwaga, od zawartości ołowiu w przydrożnych marchewkach może być człowiekowi ciężko na duszy. Ale za to od mandatu za niszczenie przyrodu będzie lżej w kieszeni.  W sumie, można by posunąć się o krok dalej i zastosować dietę jurajską i zeżreć dinozaura tudzież upolować pterodaktyla. Że to towar deficytowy? Moi drodzy,  jak się szuka wymówek, to się nigdy nie schudnie! ;-)

 

8. Dieta biblijna.

Czyli jesz to, co jest zapisane na kartach Biblii. Polecana jest dla analfabetów, albo tych co nie lubią czytać, bo wtedy nie dowiedzą się co tam mówią, więc nie będą jeść wcale. Ewentualnie można zasiąść z miską i czekać aż spadnie manna z nieba. Inny wariant dla cierpliwych, to medytacja nad 1 rybą w oczekiwaniu, że się rozmnoży. Jadzia podpowiada, że ryby się tak nie rozmnażają, ale to najlepsza droga, żeby po pewnym czasie zrobiła się niebieska, to już nam się odechce jej spożywania. ;-P


7. Dieta astronauty.

W owej diecie należy obserwować niebo. Dieta nie dla Jadzi, bo ona się zna na niebie jak przysłowiowa „świnia na gwiazdach”. Jadzia od kilku lat powtarza wszystkim, że najjaśniejszy punkt, który obecnie widać na niebie to nie gwiazda, a stacja kosmiczna, bo tak Jadzi kiedyś powiedział wujek i ona się tej teorii trzyma. A trzyma się dlatego, że po takiej informacji każdy patrzy na Jadzię z poważaniem i wtedy dziewczę czuje się jak specjalistka z NASA. Chociaż jej osobisty chłopak powiedział: „Sama jesteś stacja kosmiczna”, co dotknęło Jadwigę do żywego. Ale do diety to trzeba się raczej znać na księżycu. Jak się zmnienia księżyć, to i zmienia się dieta. Dla lepszego efektu można przywdziać strój astronauty. Z czystej perfidii i pociągu do plebejskich rozrywek chciałaby Jadzia zobaczyć kogoś, kto w stoju astronauty jadłby np. pestki słonecznika. ]:->

 

 

6. Dieta słoneczna.

Dieta dla fanów opalania. Już sam muzyczny wieszcz Stachursky namawiał do owej diety. Wystarczy przestać jeść i korzystać z energii słonecznej. Bo człowiek wg. Stachurskiego może odżywiać się jak roślina, czyli, że chyba człowiek ma chloroplasty? Według Jadzi,  wynalazca diety powinien się takim chloroplastem strzelić w czoło i tak jak roślina - zamilknąć. Bardzo jest Jadzia ciekawa efektu, bo Stachursky schudł 17 kilo, mimo, że Pudelek przyłapał go na radosym spożywaniu hamburgerów. Ale co się dziwić, skąd biedny Stachurski miał nabrać słońca w naszym kraju? Poza tym, chyba zdał sobie sprawę, że fotosynteza nie dla niego i bardziej podoba mu się McDonald’synteza. :-D


5. Śpiacą królewna.

Założenie diety jest proste. Sen – jedzenie = chudnięcie. Jadzia z matmy miała dwóję, ale wychodzi jej, że sen – chudnięcie = jedzenie, ale Jadzia się nie zna, to się wypowie. W każdym razie, należy spać. Jak ktoś nie może, to niech sobie łyknie co tam chce. Ewentualnie można poprosić kogoś, żeby nam z dobrego serca przywalił w głowę w celu utraty przytomności. Gdyby ktoś nie miał kogoś kto usłużnie by mu przylał (w co nie wierzę), można zastosować słynne ‘strzelenie baranka’ o ścianę. O skutki uboczne w postaci wstrząsu mózgu obawiać się nie należy, bo jeżeli ktoś podejmuje się takiej diety, to znaczy, że z mózgu już nic nie zostało, a samej obudowie może nie zaszkodzi. (o_o)


4. Waciki.

Dieta wacikowa to hit wśród modelek. W tej diecie słynne powiedzenia Rysi z Killera, że wystarczy jej tylko na waciki nabiera innego znaczenia. Należy połknąć wacik, a potem popić do herbatą. Wacik napęcznieje i człowiekowi odechciewa się jedzenia. Jadzi odechciewa się wszystkiego na myśl o takiej diecie i zastanawia się czy niektóre modelki nie mają nasączonego wacika zamiast rozumu. Dieta nie jest wkazana dla pracujących przy zbieraniu i obróbce bawełny, bo wacik można zjeść jeden dziennie, a tak, to człowiek jeszcze zje ze dwa i utyje. :-o


3. Dieta urynowa.

W owej diecie cudowny poranek należy sobie umilić filiżaneczką moczu… ale nie swojego, żeby nie było za łatwo. Mocz musi należeć do… ciężarnej kobiety. Nie można oszukiwać, kobieta ma być nie  ociężała, tylko ciężarna! Dieta odniosła duży sukces, bo po porannej dawce zalecanego płynu, odchudzający się był tak obrzydzony, że rezygnował z jakiegokolwiek jedzenia.(o_o)


2. Dieta rurkowa.

Ostatni krzyk mody, czyli wkładanie sobie rurki przez nos do żołądka. Jest to dieta amerykańskich panien młodych, które w ślubnym zamieszaniu zupełnie postradały rozum. Twórca z Florydy mówi, że można w 10 dni schudnąć 10 kg, a gustowną torebeczkę ze składnikami odżywczymi nosi się wszędzie ze sobą. Po kilku godzinach podobno nie chce się jeść, ale Jadzia sądzi, że po kilku dniach można stać się nieboszczykiem, to wtedy na pewno się niczego już nie chce. Tak się Jadzia zastanawia, czemu by sobie tej rurki nie wsadzić w tyłek, bo ta dieta to w sumie do dupy. :8  


1. Dieta tasiemcowa. 

No ta to już Jadzię najbardziej chyba brzydzi. Nie samo połknięcie tasiemca, ale sposób otrzymywania jego jajek, a jak wiadomo, tasiemiec  nie lubi samotności, to żyje w kupie. Wystarczy go zanabyć połknąć i hodować. Dieta nie dla Jadwigi, bo u Jadzi żadne zwierzę by za długo nie przeżyło, więc Jadzia szuka fana fauny. Poza tym, Jadwiga się boi, że połknie jakiegoś tasiemca uzbrojonego, a ona jest pokojowo do świata nastawiona. Inna kwestia jest taka, że taki tasiemiec może się człowiekowi zagnieździć w oku. A na co Jadzi tasiemiec w oku, toż to nie o ślepotę się rozchodzi, a o szczupły zad.limo

 

HOWK! 


Podziel się
oceń
0
0

Wymądrzalnia. (26) | Wymądrzyj się.

Holiday on ice!

wtorek, 07 lutego 2012 0:44

Pozostając w klimacie syberyjskim pod hasłem: Nośmy majty na podszewce z owczej wełny i nie marudźmy, że nas „gryzie” tu i ówdzie, bo zawsze mogłoby nam „to i ów” zamarznąć i odpaść powróciła Jadzia myślami do swoich wojaży z przeszłości. Naczytała się o wypadach na seks turystykę i zasępiła się nieco, bo zdarza jej się pojechać do egzotycznego kraju, a na taki pomysł jeszcze nie wpadła. I tak oto do głowy przyszły Jadwidze wspomnienia z małego greckiego miasteczka, gdzie miała okazję się wczasować. Wszystko by było pięknie i wspaniale, gdyby nie to, że to jest życie Jadzi, czyli nic nie może być normalne w 100%. Pod koniec wyjazdu dostała uczulenia od słońca i słonej wody, więc musiała się mazać białą mazią i nie łazić po plaży. Z takim wizerunkiem nawet jakby Jadzia o seks turystyce wiedziała, to nie miałaby szans. Chyba, że wśród fanów gejsz białolicych. Potem ugryzła Jadwigę meduza w stopę, ale szczęście, że mała była (meduza, nie stopa - niestety – między innymi dlatego Jadzia nie jest gejszą. Oprócz tego, że nie jest Japonką i jest nieposłuchana, bo skośne oczy to nie problem, kitki Jadzia naciągnie mocniej i po sprawie). Mogła mieć też mleczne zęby, bo stopa Jadzi nie odpadła. I nie, nie skorzystała Jadwiga z pomysłu sikania na własną stopę w celu jej ratowania. Stwierdziła, że prędzej odgryzie stopę meduzie. I już myślała, że to koniec atrakcji na ten wyjazd, ale oczywiście się pomyliła… (*-*)

 

Zapakowała się Jadzia do autobusu w celu powrotu na ojczyzny łono, po czym kazano jej przesiąść się do innego. Nie bardzo się dziewczę skupiło nad celem owych działań, ale zabrało manatki i usadowiło się tam gdzie jej kazano. Jak szybko usiadła, tak szybko poszła spać, bo naćpała się środków na chorobę lokomocyjną i miała w zadzie (a że Jadzi zad porządny, to porządnie to w nim miała) czym ją dowiozą do domu. W trakcie nocnej jazdy autobus zatrzymywał się kilka razy, co oczywiście nie wzbudziło jadwiżynych podejrzeń. Równie dobrze mogła jechać z bandą przemycającą narkotyki z Ameryki Południowej, drużyną piłkarską z NRD , albo zostać uznaną za królową brytyjską, bo i tak nie bardzo by zdała sobie z tego sprawę  będąc w stanie lokomocyjnego ogłupienia. Kiedy jednak przy którymś z postojów współpasażerowie podnieśli rwetes, zmusiła się Jadzia do ocknięcia, w duszy wysyłając ich wszystkich do diabła i w inne urokliwe miejsca, życząc im świerzbu, szkorbutu i czopów śluzowych w ilościach hurtowych. Okazało się bowiem, że autobus był zepsuty i nie zatrzymywał się, żeby pokazywać śpiącą Jadzię w roli królowej Elżbiety tambylczej ludności niczym zezwłok Lenina, ino nie dawał rady jechać dalej. Traf chciał, że rozkraczył się dokładnie na granicy grecko-bułgarskiej. Wygramoliła się Jadzia z wozu i omiotła wycieczkę nieprzytomnym spojrzeniem, po czym postanowiła zasiąść na bułgarskim granicznym krawężniku i czekać na rozwój wydarzeń. Tłum, jak to tłum, zaczął spazmować, wyklinać i wyczyniać różne rzeczy od których Jadwigę ogarnęła niezdrowa wesołość, ale została zganiona przez ówczesnego współtowarzysza podróży. Tak Jadzię zaciekawiły sceny rozgrywające się pod jej własnym nosem, że zapomniała, że była pod wpływem aviomarinu i chciało jej się siku. Celnicy bułgarscy nerwowo ocierali pot z czoła, bo za polskim autokarem ustawiła się już spora kolejka innych chętnych pragnących się dostać na teren Bułgarii. W końcu postanowili nawet nie sprawdzać paszportów, przyczepić polski autobus do stojącego nieopodal tira i przeciągnąć go przez granicę. Jak obmyślili tak też zrobili. Całe poczynania postanowiła Jadzia obserwować ze swojej miejscówki na krawężniku, bo i blisko było i w ładnym oświetleniu, a tu noc głucha i jeszcze Jadzia wszystkiego nie dojrzy, czego nie przeżyje (bo im Jadzia starsza, tym bardziej wzrasta jej ciekawość i chęć brania udziału w skandalach). Trzymała kciuki podczas przeciągania, ale z wrażenia prawie zemdlała kiedy to urwała się polska tablica rejestracyjna. Bułgarzy wznieśli oczy ku niebu, pogrzebali w silniku, zatknęli tablicę za przednią szybę i odesłali wycieczkę w kierunku Polski. |-o zZ... zZ... zZ...

 

Okazało się jednak, że droga do Polski będzie bardzo długa i wyboista, ponieważ po kilkudziesięciu kilometrach autobus zatrzymał się w szczerym polu. No może nie takim szczerym, bo była nań stacja benzynowa. Grupa wycieczkowa ponownie wszczęła rwetes. Poddenerwowanie udzieliło się nawet Jadzi, która z nerwów zjadła wszystko co miała zaplanowane zjeść podczas całej podróży. W celu uzupełnienia zapasów udała się na rzeczoną stację i zakupiła… wodę mineralną i rogaliki 7 days ponieważ był to zestaw obowiązkowy. I nie dlatego, że Bułgarzy bili się o Złotą Patelnię tak jak w filmie MIŚ gdzie należało zanabyć wuzetkę i kawę, a dlatego, że nic innego nie posiadali. Po kilku godzinach w polu przewieziono wycieczkę na granicę z Rumunią, gdzie Jadzia postanowiła ponownie udać się do sklepu, bo ponownie zjadła wszystko co miała (czy to wyjaśnia wielkość jadzinego zadu?)

 

Weszła Jadzia do sklepu i rozejrzała się niespokojnie dookoła. Zapytała ówczesnego towarzysza podróży, czy ma na coś ochotę z dostępnego asortymentu i zastanowiła się czy nie przysłać tu polskiego SANEPIDU. W lepkim i brudnym pomieszczeniu władzę sprawował gruby bułgarski wąsacz, który posłał Jadzi szczerbaty uśmiech. Przystojniaczek, pomyślała Jadzia i wzrok jej padł na lodówkę pełną wątpliwego pochodzenia serów zanurzonych w żółtej wodzie. Zachciało się Jadzi zemdleć, ale szybko doprowadziła się do stanu używalności umysłowej i zakupiła jedyny zapakowany towar – 3 kilogramowe pudełko ciastek czekoladowych. ]:->

 

Z ciastkami pod jedną pachą i walizką pod drugą, zastała Jadzia widok niesłychany. Większość wycieczki, ta udająca się na Śląsk, wsiadła do innego autokaru i odjechała w siną dal, a Jadzi kompan pakował walizki do podejrzanie wyglądającego samochodu, który w bagażniku miał butlę gazową wielkości rakiety Katiusza. I gdyby nie to, że Jadzia zapuszczała włosy, to byłaby je sobie wszystkie wyrwała. I nie tylko te z głowy. Z innych części ciała też, np. z nosa. Jak się okazało, 6 pozostałych osób udających się do miasta X musi poczekać na inny transport… całą noc. Tymczasem mili panowie Bułgarzy, którzy wzięli się niewiadomo skąd podwiozą Państwa do hotelu w Sofii. Wspomnieć należy, że mili Panowie Bułgarzy mieli aparycję morderców z wyrokiem dożywocia za hobbystyczne zakładanie ludziom betonowych bucików i kolumbijskich krawatów w niedzielne poranki. Mknąc ulicami Sofii zastanawiała się Jadzia, czy wywieziona do lasu będzie w stanie zorientować się gdzie jest północ i zwiać gdzie pieprz rośnie. Chociaż w dzisiejszych czasach globalnego ocieplenia cholera wie, czy mech nie wskazuje już południa, albo rośnie jak mu się tylko zachce według cyklu menstruacyjnego. Jako broni na bułgarskich mafiosów oraz ewentualną dziką zwierzynę postanowiła użyć swego telefou marki NOKIA 3210, kto miał ten wie, że można by nim zbudować tratwę, rozbijać kokosy oraz zlikwidować ustawę o ACTA. Jednakże przestroga, że nie facjata zdobi człowieka znowu okazała się słuszna, bo mili Panowie odstawili Jadzię prosto do przytulnego hotelu, który nie okazał się agencją towarzyską (ku uciesze Jadzi, bo w owym czasie nie była za bardzo towarzyska).  Dnia następnego jedząc czekoladowe ciastka, spokojnie powróciła na ojczyzny łono (…)

 

Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,
Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała,
A wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą
Zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą.

 

I kupiła spodnie o rozmiar większe. limo  

 

HOWK!



Podziel się
oceń
0
1

Wymądrzalnia. (16) | Wymądrzyj się.

Jadzia - medycyna bardzo niekonwencjonalna.

poniedziałek, 21 marca 2011 1:20

Stara się Jadwiga nie narzekać na swój żywot nauczycielski, ale ostatnio coś zaniemogła. Zachciało jej się osiodłać konia i spier… ekhm, pojechać do El Paso, przekroczyć granicę i rozpocząć życie tequilą i kaktusem płynące. Proszę się nie czepiać, że kaktus nie pływa, bo jeżeli Jadzi się zachce, to i kaktus zatańczy kankana. Ponieważ problem wyniknął takowy, że Jadzia nie ma konia do osiodłania, w sumie to nawet siodła nie ma, więc postanowiła zasiąść na tyłku i wychynąć zza węgła (wiem, że to wyrażenie tutaj ni przypiął, ni wypiął, ale zawsze chciałam go użyć). :-D

 

Za węgłem czaiło się na Jadzię niebezpieczeństwo w postaci miliarda uczniów produkujących wszelkiego rodzaju zmutowane wirusy mające na celu doprowadzić Jadzię do choroby fizycznej (bo do psychicznej już jej doprowadzać nie trzeba) i wysłać do lekarza. Ino przebiegli roznosiciele nie pomyśleli, że Jadzia nie pójdzie do lekarza, ponieważ niedawno zaproponowano jej czekanie w kilometrowej kolejce tylko po to, żeby zapytać, czy lekarz zgodzi się ją przyjąć i zobaczyć, czy może nie zemrze na grypę w trakcie lekcji. Zdenerwowała się Jadwiga nie na żarty, zdenerwowała się gorzej niż wtedy, gdy dowiedziała się, że Ricky Martin jest gejem i cały misternie ukuty plan zdobycia jego serca legł w gruzach. Wyszła, trzasnęła drzwiami, zadzwoniła do Rodzicielki, powiedziała, że wszyscy mają się pocałować w dupę i ona więcej do żadnego lekarza nie pójdzie, potem poszła do pracy, powiedziała zawiedzionym uczniom, żeby się wypchali swoimi wirusami, bo ona zamierza tu teraz odsiedzieć swoje, a oni będą tańczyć tak, jak im Jadzia zagra! Żeby miała paść na grypę! Uczniowie wyrazili swoją krytykę wobec postępowania lekarzy i obiecali złożyć podanie, żeby nauczyciele mieli pierwszeństwo w kolejce po L4. Jadzia fuknęła jeno i rzekła, że ona nigdy już nie pójdzie na zwolnienie, że zawsze będzie uczyła hiszpańskiego w tej swojej piwnicy, czyli do 60 roku życia. Po chwili niepodobnej do Jadwigi wzniety, przypomniało się Jadzi, jak kiedyś miała okazję pójść z rodzicielką do przychodni w celu przebadania jadwiżynego stanu uzębienia. Zaraz po tym jak Jadzia usiadła na dentystycznym fotelu zaczęła się drzeć jak lajkra w kroku tak, że zleciał się personel coby sprawdzić, czy tu się leczy zęby, czy może obdziera dzieci ze skóry. Okazało się, że owszem, zęby się leczy, ale należałoby najpierw z darcia wyleczyć Jadzię. Ale Jadzia nigdy nie była głupim dzieckiem. Ponieważ zauważyła, że otwarta paszcza jest pożądana przez dentystkę, postanowiła ją zamknąć już na zawsze zacisnąwszy swe szczęki z próchnicą. Tym samym odmówiła współpracy i darcia się. Nagle usłyszała: Poproszę palce. Zaniepokoiła się lekko i nerwowo zaczęła przebierać swoimi małymi (wtedy) stopami, kiedy to jej oczom ukazała się dentystką z metalowymi palcami na swoich palcach. Siłą wsadziła Jadwidze metalowe paluchy do gęby próbując dobrać się do jej próchnicy. Tego już było Jadziuchnie za wiele, rozdarła się i zaczęła wierzgać łbem na wszelkie możliwe sposoby, słynna Wańka Wstańka nie potrafiłaby zrobić tego, co zrobiła Jadzia. Zrezygnowana rodzicielka wyprowadziła Jadzię z gabinetu rugając ją za karygodne zachowanie, jednakże Jadzia w sercu podziwiała sama siebie za sprawnie przeprowadzoną akcję: Ocal swoją próchnicę. ]:-> Konkluzja? Możesz Jadzi wciskać paluchy gdzie chcesz, jeżeli się zaweźmie i tak Ci to nic nie da. :D (o_o)

 

Niestety stomatologiczny incydent nie był jedynym, jaki wyprowadził Rodzicielkę z równowagi. Pewnego ranka Rodzicielka postanowiła pobrać Jadzi wymaz z gardła. Z tej okazji Babcia Jagwigi będąca położną przyniosła z pracy odpowiedni sprzęt uprzednio wytłumaczywszy Rodzicielce jak pobrać wymaz. Jednakże Jadzia, ujrzawszy drewniany patyk zakończony watą, ponownie odmówiła współpracy. Najpierw dostała histerii, następnie zatkała sobie gębę i postanowiła jej nie otwierać dopóki Matka nie zejdzie jej z oczu. Rodziciela dostała niemałej furii, zadzwoniła do Babci płacząc w słuchawkę i skarżąc się na Jadzię. Na szczęście Babcia postanowiła poratować wnuczkę, przybyła na odsiecz z jeszcze jednym sprzętem, tym razem ładnym plastikowym patyczkiem i pobrała wymaz bez problemu. Czy ktoś się dziwi Jadzi? Rodziciela jest nauczycielką, która chciała wepchać Jadzi do gardła drewniany patyk! Czy ona nie wie, że mogły się Jadzi wbić w gardło drzazgi? Poza tym, Jadzia nie współpracuje w takich sytuacjach z osobami do tego nieprzeszkolonymi! Konkluzja? Nigdy nie próbuj wcisnąć Jadzi drewnianego patyka do gardła, bo unicestwi Cię zanim się zorientujesz. Rodzicielce tego nie zrobiła, bo własnej matki bić nie wypada, kiedy nie jest się pełnoletnim. P.S. Mamo, szykuj się, następnym razem Cię za to spiorę, dobrze, że mi się przypomniało!

 

Paszcza Jadzi zawsze sprawiała jej wiele problemów. Zwłaszcza przy połykaniu. Tabletek. Ostatnim dramatycznym wypadkiem był nurofen, który Jadzia posądziła o utkwienie jej w bliżej nieokreślonej dziurze pomiędzy nosem a gardłem. Była święcie przekonana, że z gardła odchodzi do nosa tunel, w którym utkwiła jej nieszczęsna tabletka i zostanie tam do końca życia. Babcia próbowała przekonać Jadzię, że nie jest to możliwe i, że na pewno tylko Jadzi podrażniła gardło. Nie uwierzyła Jadzia i rozpoczęła studiowanie wszelkich dostępnych w necie rycin przedstawiających ludzką jamę chłonąco mówiącą (w międzyczasie pomyślała, że niektórzy ludzie to chyba są z gatunku wtóroustych, ich pragęba przekształciła się w odbyt, ale zapomniał się wytworzyć otwór gębowy, więc jego rolę przejął ów wspomniany odbyt, co wyjaśnia ilość wypowiadanych bez nich bzdur.) Tkwiący w niewiadomej czeluści nurofen doprowadzał Jadzię do rozpaczy, ale z czasem zajęła się malowaniem paznokci i innymi ważnymi rzeczami przypominając sobie o nim 3 dni później. Jakaż była Jadzi radość jak odkryła, że nurofen już jej nie uwiera w otwór! Konkluzja? Nigdy nie wiesz gdzie masz otwory. :8

 

Tym miłym akcentem, Jadwiga żegna się i radzi, żeby wziąć sobie jej rady do… w sumie to można sobie je wsadzić w d... , bo są do niczego! :D 

 

Howk!

 


Podziel się
oceń
0
0

Wymądrzalnia. (20) | Wymądrzyj się.

Koronowana...

niedziela, 05 września 2010 0:45

Zima idzie i trafiły Jadwigę zimowe traumatyczne wspomnienia. Planowała podzielić się publicznie tym co przytrafiło jej się ubiegłej zimy, ale przyszła wiosna, minęło lato, Jadwiga się zbiesiła i zapomniała o całym incydencie. A zaczęło się niewinnie… (o_o)

 

Siedziała sobie kiedyś Jadwiga, siedziała i spoglądała w TV skupiając się na oglądaniu programu śniadaniowego i starając się zapamiętać jak zrobić kaczkę w pomarańczach posypaną truflami, tartym parmezanem, natartą trawą cytrynową, doprawioną calvadosem i zalaną wermutem (obok zalana wermutem Jadzia), faszerowaną kawiorem i małżami świeżo złowionymi u wybrzeża Wysp Wielkanocnych oraz upieczoną w najnowszej generacji piekarniku. Chciała zapamiętać tak na wszelki wypadek gdyby kiedyś odwiedziła ją królowa Elżbieta, albo zaczęła bywać na przyjęciach typu „Snobuj się z nami”. Zasępiła się nieco, bo w domu nie miała żadnego składnika, więc też na wypadek wszelki postanowiła nie odbierać telefonu ani nie otwierać drzwi (gdyby to była kłin Elżbieta, albo pragnący jadzinego towarzystwa snob). Nagle uwagę zasępionej Jadzi zwróciły zwisające z dachu sople, które nawet całkiem ucieszyły dziewczę, bo to zawsze ładna ozdoba zimowa. Mina zrzedła Jadzi z wieczora, kiedy to sople powiększyły swoje rozmiary do całkiem pokaźnych. Na drugi dzień z rana, dostała Jadzia małego ataku serca, bo sople zaczęły dotykać poręczy od balkonu. Nie histeryzowała by Jadwiga, gdyby nie to, że w dzień sople się topiły, a w nocy zamarzały. W dzień woda leciała na antenę satelitarną i doniczki sąsiada, a wieczorem zamarzała, więc chcąc nie chcąc, sąsiad stał się posiadaczem gigantycznych sopli wyprodukowanych z sopli należących do Jadwini. Cóż poradzić, westchnęła Jadwiga i już miała oddalić się od swojej soplowej hodowli, kiedy na balkonowym suficie ujrzała małą szczelinę z której kapała woda. Zbagatelizowała jednak sprawę, czego później bardzo pożałowała, bo szczelina rozrosła się do rozmiaru powodującego zmartwienie. Woda radośnie kapała na podłogę i ciurkiem lała się na wspomnianą wyżej antenę sąsiada. Strapiła się Jadzia nie na żarty i postanowiła na balkonie umieścić miskę, do której woda mogłaby kapać ile by chciała. Traf chciał, że czasami jadwiżyne zapędy inżynierskie niekoniecznie nadają się do opatentowania, ale zawsze wtedy pociesza się Jadzia, że Einstein też początkowo był uważany za nie najmądrzejszego, a proszę co z niego wyrosło. Nie pomyślała jednak, że woda z miski się przeleje i zamarznie, tym samym przytwierdzając miskę do podłoża już na zawsze. Powinna wspomnieć w tym momencie, że powłoka lodowa na posadzce balkonowej wynosiła już dobrych kilka centymetrów.


Tego już było Jadzi za wiele. Własnymi siłami postanowiła oderwać miskę od podłogi i ukrócić sople, które nie dawały jej żyć. Ponieważ pora była już zacna, a Jadzia odziała się już w swoją zimową piżamę w korony (korony, czyli atrybuty królewskie, a nie walutę czeską), postanowiła przywdziać kozaki, kurtkę, rękawiczki i rozprawić się z nękającym ją nieszczęściem. Pech chciał, że gościła Jadzia rodzicielkę, która widząc Jadzię w stroju bojowym ślizgającą się po balkonie chciała dostać spazmów, co dodatkowo Jadzię zestresowało i nie zdołała dosięgnąć żadnego sopla. Za to oderwała miskę, a dokładniej wyrąbała jąz lodu nożem do masła, stłukła też sobie zad, bo myślała, że miska będzie stawiała większy opór i pociągnęła ją z całej siły przy okazji odrywając jedno ucho (misce, nie Jadzi). W tym czasie, szpara w suficie powiększyła się na tyle, że powstało piękne wybrzuszenie z którego lała się woda zamarzając na balkonowych płytkach. Tej sytuacji Jadzia nie zdzierżyła. Dręczyła ją wizja walącego się z 4 piętra balkonu, przy okazji urwie pewnie Jadzi pół pokoju, a potem pokażą biedną dziewoję na pierwszej stronie brukowca, odzianą jeno w piżamę w korony, a tytuł będzie głosił: Młoda kobieta z województwa łódzkiego straciła balkon, pół pokoju i nerwy przez zdradliwe sople. Wizja ta przeraziła Jadzię nie na żarty, bo piżama w korony nie nadaje się do publicznego pokazywania i zawsze gdy Jadzia przywdziewa ową, duszyczkę ;) ma na ramieniu, żeby jej czasem nie nawiedził jaki przystojny mężczyzna, bo będzie musiała na poczekaniu wymyślać historię, że właśnie przed chwilą wyszła królowa Elżbieta z pidżama party, stąd te korony.


Dlatego Jadzia zadzwoniła do swojego własnego Padre i Rodzicielki, żeby dowiedzieć się z czego i jak budowane są bloki, i czy istnieje szansa, że będzie Jadzia na pierwszej stronie w piżamie w korony. Padre zapewnił, że nie, ale zaczerpnęła też Jadwiga porady świeżo upieczonego architekta, chociaż tak naprawdę, to nikomu do końca niedowierzała, żyjąc w strachu o tę nieszczęsną piżamę, którą natychmiast postanowiła zmienić na letnią, kusą, czerwoną. W takiej mógłby ją zobaczyć sam Raúl Gonzales Blanco. Dobrze, że wcześniej hennę zrobiła w obawie o zdrowie listonosza, który miał okazję widywać Jadzię w stanie kompletnego rozkładu kiedy z samego rana otwierała mu drzwi. Pogratulowała sobie w duchu swojej przebiegłości i zaradności. Kierowała się też Jadzia innymi powodami w  tej kwestii. Nigdy nie wiadomo czy pewnego dnia nie zostanie wielką sławą i czy wtedy portale plotkowe nie pokażą Jadzi zdjęcia z czasów afery sufitowej pisząc: Jadwiga Kowalska w kompromitującej flanelowej piżamie w korony! Jak się okazuje, nawet wielkie gwiazdy mogą zaliczyć niezłe wtopy modowe. Taki los spotkał też Jadzię Kowalską, która pojawiła się na okładkach gazet w obciachowym stroju, w którym, jak przypuszczamy, zamierzała iść spać.  Jadwigo, czy na prawdę nie stać Cię na zakup czegoś lepszego? A czy Wam przypadła do gustu piżama Jadzi? Czekamy na Wasze komentarze, a za nadesłane zdjęcie Jadzi "koronowana piżama" Kowalskiej dziękujemy Jadźki sąsiadowi z naprzeciwka, któremu nie odpowiedziała kiedyś "dzień dobry", bo z nadmiaru sławy zakwitły jej kwiatki w tyłku i teraz ma za swoje.


Niestety nie obyło się bez wizyty Pana z administracji, który mierzył ok. 2 metry i bez krzty strachu wszedł na balkon jednym zręcznym ruchem ręki powalając sople, które z hukiem spadły z 4 piętra na trawnik. Postanowiła Jadzia zastanowić się nad tym zdarzeniem, bo Pan nie wyjrzał przez balkon czy nie ma tam może zabłąkanej staruszki zbierającej grzyby, ale stwierdziła, że w sumie z rachunku prawdopodobieństwa nie wyjdzie jej to prawdopodobieństwo duże, że zimą jakaś staruszka może zbierać grzyby na trawniku pod jej balkonem, więc odetchnęła z ulgą. Pan obiecał pojawić się wiosną, kiedy stopnieją śniegi, coby naprawić Jadzi sufit, w którym szczelina była coraz większa, aż pewnego dnia wielkie kawałki farby i czegoś co miało ocieplać blok odpadły i wmarzły w pokaźną już pokrywę lodową. Z czasem przyzwyczaiła się Jadzia do hałasów za oknem i odpadania jej sufitu. Pewnego dnia prasując zasłonki spojrzała w stronę gdzie przed sekundą odpadł nowy kawałek i westchnęła ciężko, bo widok rozwalonego sufitu był sprzeczny z Jadzi dandysowskim poczuciem estetyki. W związku z tym, powiesiła zasłonkę i ulokowała ją tak, żeby sufitu nie widywać bez potrzeby. Odpadające kawałki posprzątała kiedy śnieg poszedł precz, zrobiło się ciepło i Jadzia dokonała SUMMER SEASON OPENING, czyli wystawiła rozkładane krzesło na balkon.


 Cała historia przypomniała się Jadzi tylko dlatego, że właśnie dokonała WINTER SEASON OPENING czyli zamknięcia lufcika w kuchni, który zwykł być otwarty cały sezon wiosenno-letni. Z powodu obecnej pizgawki, szacowne gremium Komisji kontroli gier i zakładów w liczbie dwóch mieszkańców, trzecia sztuka został wykluczona z obrad z powodu bycia w pracy, postanowiło okienko zamknąć do odwołania. A dokładniej, dopóki znowu samo się nie otworzy i nie wybije szyby. :-D A sufit ohydny jak Jadzia miała, tak ma, bo Pan z administracji pewnie dowiedział się o piżamie w korony i postanowił zadbać o swoje zdrowie psychiczne. A zima za pasem.

 

Howk!


Podziel się
oceń
0
0

Wymądrzalnia. (37) | Wymądrzyj się.

poniedziałek, 27 marca 2017

Licznik odwiedzin:  249 989  

Upływający czas to ZŁO!!

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Kontakt: agn.wil@wp.pl

O mnie

TEORIA LITERATURY MÓWI, ŻEBY NIE UTOŻSAMIAĆ AUTORA Z NARRATOREM :D

Nie lubię:
- natki i koperku,
- wydawania odgłosów paszczowo,
- krytykanctwa, które nie ma nic wspólnego z krytyką

Boję się: portalu www.nasza-klasa.pl i czegoś jeszcze, ale boję się powiedzieć czego, bo zostanie to wykorzystane przeciwko mnie.

Obrzydza mnie: Zbyt duża ilość żyrandoli zgromadzonych w jednym miejscu.

Moim marzeniem jest: Mieszkać w Meksyku i nauczyć się całego słownika hiszpańskiego na pamięć.

Moje serce należy do: języka hiszpańskiego, krajów hiszpańskojęzycznych ich kultury, sztuki i literatury (a zwłaszcza Meksyku). (I potencjalnego potentata naftowego, tudzież właściciela kopalni szmaragdów w Kolumbii) :D

Cyfry! Wszędzie cyfry!!

Z wizytacją wpadło osób: 249989
Obnażam się emocjonalnie od: 3740 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl