
![]:-> ]:->](http://i.wp.pl/a/i/blog/emot/smile38.gif)
(nie jadziowy szkorbut, tylko chłopa), bo siedzi ze swoją żoną i niech no Jadzia spojrzy, co ona robi?? A no nic nie robi. Baba w spokojności ducha swego oddała się wpierniczaniu … tortu. Z obrzydzeniem patrzyła na męża, raz po raz podsuwając mu calamares, na które Jadzi, rzecz jasna, przeszła ochota. Przez chwilę pomyślała, że z chęcią zżarłaby jej ten torcik, bo taki ładny, śmietankowy, ale szybko przywołała się do porządku. Chłop charczał, baba z wyrazem błogostanu na twarzy oblizywała łyżeczkę i patrzyła w okno, aż przybiegł zdenerwowany kelner i rzucił się na pomoc. Babie zmienił się wyraz twarzy z błogiego, na wściekły i niecierpliwym gestem odgoniła kelnera mówiąc, że jej chłop tak ma i nie zanosi się na to, żeby się doszczętnie udusił. Czekała Jadzia aż babsko doda: niestety, doszczętnie się nie udusił. Hiszpan się zniecierpliwił, kazał Jadzi zająć się jedzeniem, a nie uskuteczniać obserwacje, bo za 5 minut zje jej calamares i zostawi Jadźkę o suchym pysku w obcym kraju. Trochę Jadzia się nie przejęła, bo równie dobrze poszłaby sobie do sklepu i kupiła ciastka, ale trochę martwiła ją wizja szkorbutu spowodowanego niedożywieniem, no i jak by nie patrzeć, wizja staropanieństwa związana z powyższą dolegliwością.



Pewnego dnia Jadzia wpadła na pomysł zorganizowania sobie wycieczki. Jak pomyślała, tak też zrobiła. W pierwszy upalny dzień wiosny, a zarazem ostatni dzień kwietnia ruszyła na stację. Dotarłszy na dworzec mina jej zrzedła, kiedy ujrzała rozentuzjazmowany tłum żądny wycieczki równie mocno jak i ona. W oczekiwaniu na autobus próbowała oszukać samą siebie i wmawiać sobie, że cały ten dziki tumult z walizami i suchym prowiantem (jedna baba z mokrym, bo jadła ociekający tłuszczem kebab z sosami) stoi tutaj ot tak, żeby sobie postać, bo nie mają na pewno nic do roboty w to piątkowe przedmajowoweekendowe popołudnie. Albo jadą w przeciwną stronę niż Jadzia, czyli nad morze. 
Kiedy autobus wreszcie przybył, Jadzia mocno zamknęła oczy i jak mantrę zaczęła wypowiada w głowie słowa: Żeby ich nie było, żeby ich nie było. Kiedy otworzyła oczy serce jej się uradowało, bo nikogo wokół niej nie było! Czary, jakie, czy co? Nie, Jadziu, nie czary, tłum właśnie wpychał się do autobusu w kierunku Kielc. Jadwiga siarczyście zaklęła pod nosem i ruszyła z miejsca. Grzecznie stanęła w kolejce do wejścia klnąc coraz bardziej, bo autobus zapełniał się w tempie ekspresowym.
- Normalny do Kielc. – Poprosiła zrezygnowana.
Tłuściutki kierowca w granatowej, służbowej koszuli otarł pot z czoła i smętnie odpowiedział:
- 24 zł. Tylko stojące.
- Niech będzie! – Dziarsko odparła Jadzia i zapłaciwszy udała się w głąb autobusu.
Tak, więc za własną krwawicę zafundowała sobie Jadzieńka miejsce w piekle. Po 5 minutach przeklęła samą siebie jakieś 20 tysięcy razy nazywając się skończoną idiotką, skretyniałą debilką, pierdołą pełnowymiarową, kretinoidą do kwadratu, popierduską i zaczęła o sobie myśleć z wyjątkową odrazą. A dlaczego? A dlatego, że każda osoba używająca mózgu zanabyłaby bilet kilka dni wcześniej i jechała siedząc na dupie jak Bóg przykazał. Ewentualnie, kupiłaby sobie samochód i miała komunikację publiczną we wspomnianej wyżej dupie, ale Jadzia jest upartą kozą i samochodu się nie tyka (a prawo jazdy jej dali). 
Jadzia, damulka w każdym calu stanęła grzecznie w pozie wielkiej pani, bo wychodząc z domu pomalowała facjatę i popsikała się Chanel, które dostała od swojego, całe szczęście, byłego hiszpańskiego kochasia. Od razu Jadzia mówi, że nie ma się co podniecać ani exkochasiem, ani Chanel, bo ani jedno, ani drugie się Jadwidze nie podoba. Kochaś poszedł precz, a Chanel się Jadwiga psika zwykle jak chadza na aerobik, bo innych Jadzi ulubionych szkoda. Po 5 minutach cała paniusiowa otoczka poszła się bujać na bananowcu, bo autobus okazał się być nagrzewającą się puszką z popsutą klimą. Jadzi makijaż zaczął się radośnie ulatniać, a Chanel zaczął się mieszać z zapachem bułek ze swojską kiełbasą, bo nie wiedzieć czemu, podróżni uważają ów rarytas za najodpowiedniejszy na długie podróże w skwarze.
Załamana paniusia oparła się o fotel i sięgnęła ręką do przepastnej torby w poszukiwaniu Coca-Coli, co oczywiście okazało się być dosyć skomplikowane, bo Jadwiga zadem opierała się o fotel, a przednimi kończynami próbowała odnaleźć butelkę. Wyczyn ów prawie zakończył się podróżowaniem w szpagacie, którego nie powstydziłyby się rosyjskie gimnastyczki na olimpiadzie. Kiedy w końcu udało jej się wyciągnąc upragnioną colę, pociągnęła porządny łyk gorzko żałując, że nie dolała tam sobie wódki, albo absyntu. Wetknęła do uszu słuchawki i dobiegająca z odtwarzacza muzyka była jedyną rzeczą, która podtrzymywała ją na duchu. Upał niemiłosierny jak u hutnika w piecu, albo w gaciach u napalonego Brazylijczyka z Copacabany, a Jadzia klęła w duszy jak oszalała. Postanowiła poinformować Panią na Rabatkach, że na następnym przystanku wywali wszystkich za okno i, że całe szczęście, że ma colę, bo inaczej by szczezła , zaczęła publicznie zielenieć i śmierdzieć, a jak wiadomo w trupiej zieleni Jadzi nietwarzowo. Rabatkowa kazała wypatrywać napalonego Brazyla, ale przestrzegła, żeby Jadzi nie strzeliło do łba wyjść za niego za mąż dla seksu (wróżka, czy co?
), bo nie warto, a jak by chciał obywatelstwo, to niech Jadzi zapłaci. ![]:-| ]:-|](http://i.wp.pl/a/i/blog/emot/smile39.gif)
W międzyczasie Jadwiga postanowiła urządzić horror w stylu gore i wymordować cały autobus, bo pasażerowie zaczęli działać jej na nerwy. Młoda dziewucha czytała pisemko dla kobiet i cmokając od czasu do czasu cukierkiem, który miała w paszczy zaczytywała się w tematach w stylu: Zamień wasze wyro w orgazmotron tudzież Jak rozpalić go do czerwoności. Jadzia miała chęć zwinąć gazetkę w rulonik, przylać dziewusze w łeb po pierwsze za mlaskanie (patrz „o mnie” i wydawanie paszczowych odgłosów), po drugie za czytanie bzdur, a na koniec poradzić, żeby wsadziła chłopa do pieca na 10 zdrowasiek, Jadzia wie, bo czytała w tradycyjnej literaturze i gorąco poleca. Kiedy dziewoja przestała mlaskać, parka obok zaczęła żreć serowośmierdzące czpisy. Młodzieniec od czasu do czasu delikatnie muskał swoją ukochaną cmokając ją to tu, to tam, a drętwa Sylfida przysypiała oddając się czułościom swojego kochasia. Biedaczka nawet nie mogła sobie odkręcić butelki z napojem i omdlewającą ręką podała ją trzy razy mniejszemu od siebie i cherlawemu kochasiowi, który mocował się z nią jakieś 5 minut. Z butelką. Nie z Sylfidą. Z nią by mu dłużej zeszło.
Żeby tego było mało, rozdarło się jadące z mamą dziecko, które rodzicielka uciszyła wpychając mu do paszczy parówkę, którą mały uroczo obśliniał. Potem, dała maluchowi mleko do popicia parówy i wtedy dopiero Jadzia zaczęła nerwowo zerkać na zegarek odliczając czas do dotarcia na miejsce, bo oto zdała sobie sprawę, że stoi obok bomby zegarowej tkwiącej w jelitach i w tyłku dzieciaka. I jak mu przyjdzie do głowy dostać sraczki, to Jadzia się zaklina wszem i wobec, że padnie trupem i się zaśmierdnie w tym ukropie wszystkim na złość!
Na całe szczęście niedaleko Kielc część podróżnych postanowiła wysiąść, łącznie z parówkowomleczną bombą, a Jadwiga padła na wolne siedzenie. Jedyne, co pamięta to to, że pogratulowała w myślach twórcy nazwy miasta Kostomłoty i postanowiła postulować wręczanie mu Nobla za kreatywność.
Obudziła się na stacji w Kielcach, wysiadła półprzytomna, zażądała do Anny D. zimnego martini ze sprajtem i zwrotu 24 złotych za bilet i straty moralne. Następnie o 24.00 pojechały nażreć się frytek i hamburgerów, po uprzednim zjedzeniu obiadu, nugata czekoladowego i wypiciu kawy, a potem całą drogę powrotną powstrzymując się od odkręcenia szyby w samochodzie i zbiorowego rzygania, żeby na koniec i tak napić się martini ze sprajtem ubolewając nad własną głupotą.
P.S. Jadzia donosi, że napalonego Brazylijczyka w całym autobusie do Kielc nie było, ku jej wielkiej rozpaczy. 
Howk!

EDIT: A jak ktoś chce wiedzieć skąd tytuł i inspiracja dla poniższej notki... To wskazówka na samym końcu.*
Jadwiga nie ma nic na swoje usprawiedliwienie. Pani Rabatkowej poprzysięgła, że już nigdy w życiu nie zamierza napisać ani jednego słowa. Może jedynie skusić się na odrobinę poezji typu: „Wieje, picno, grzyb u płotu, coś dziś jestem bez polotu" lub „Zajebiście, spadły liście, wszyscy się dzisiaj ukiście". Ale tak sobie siedząc w sobotni wieczór przy akompaniamencie Los Trabantos doskonale oddających Jadzi nastrój : http://www.youtube.com/watch?v=1wFaj5A_700 Jadwiga powróciła myślami do gorącej Hiszpanii.... Jadzia już dawno wybaczyła Garcíi, że chciał ją doprowadzić do zawału, potem ugotować ją żywcem w autobusie, a na koniec wysadzić w powietrze. Powróciła myślami do pewnego słonecznego popołudnia, kiedy to wybrała się na spacer wzdłuż plaży wraz z kierowniczym towarzystwem.
Grupa w składzie tłumaczka, kierownik wycieczki oraz nadzorcy będący małżeństwem wędrowała brzegiem morza rozkoszując się ciepłym piaskiem pod stopami i przygrzewającym katalońskim słońcem. Ponieważ barcelońska bryza dawała się we znaki, a towarzystwo przyjechało z Polski, gdzie w październiku czas najwyższy golić barany na podszewki do majtek, odzienie każdy przywdział letnio-jesienne. Jadwiga, znana ze swojej azjatyckiej przebiegłości i niemieckiej dbałości o szczegóły, przywdziała swoje czarno-złote bikini, dżinsy i koszulkę na ramiączkach coby chociaż trochę ramię opalić. Do torby wrzuciła krótkie gacie, gdyby zachciało jej się opalić również nogę, a dżins okazałby się nie do końca trafionym pomysłem. Swojego pomysłu nie pożałowała, bo wiało dosyć okrutnie i nic jadzinego tyłka nie przeleciało. Chociaż teraz to się Jadwiga zastanawia czy nie żałować... 

Grupa towarzysząca Jadwidze również była w wyśmienitych humorach widząc bawiących się od kwadransa w kotka i myszkę Jadwigę i Golca. Jadwiga już zaczęła sobie wyobrażać siebie w roli wariatki duszącej Nudystę czerwonymi koralami. A na pytanie policji: Dlaczego udusiła Pani nagiego obywatela Wspólnoty autonomicznej Katalonii, chciała odrzec, że w czerwieni mu nie było do twarzy, a taki zaduszony całkiem nie kiepsko się prezentuje. No i w spokoju na dupie może usiedzieć.


![]:-> ]:->](http://i.wp.pl/a/i/blog/emot/smile38.gif)

Ano nic, pali się coś i czas zatrzymać autokar. García wyszedł ze swogo pojazdu, po czym przywołał Jadzię. Jadzia swymi seledynowymi oczami ujrzała kłęby dymu wydobywające się z zadniej części autokaru, oraz lejącą się strumieniami zieloną wodę. Za Jadzią podążył KW, nadal histerycznie chichocząc. „Uciekajmy!” – zadecydowała Jadzia. „Weź tych ludzi, bo jak to wybuchnie, to ja go zamorduję!”
„Jezu Najsłodszy i wszyscy Jezusowie świata, łącznie z Jezusem Luzem kochankiem Madonny trzymajcie mnie, bo go wystrzelam po pysku.” – pomyślała Jadzia. Po czym wsiadła do autokaru i poznała wszystkie ploty na temat szefowej Garcíi… Oraz była świadkiem jak popsuło się w autobusie okno i deszcz padał prosto na Jadzię, a García jedną ręką prowadził autobus, drugą próbował ciągnąć okno do góry od czasu do czasu przecierając przednią szybę, bo mu ciągle parowały i nic nie widział. Czy mam mówić co w tym czasie robił KW? 

).
HOWK!

sobota, 31 lipca 2010
Licznik odwiedzin: 40 674
| « lipiec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | |||
| 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 |
| 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |
| 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 |
| 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | |
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

TEORIA LITERATURY MÓWI, ŻEBY NIE UTOŻSAMIAĆ AUTORA Z NARRATOREM :D
Nie lubię:
- natki i koperku,
- wydawania odgłosów paszczowo,
- krytykanctwa, które nie ma nic wspólnego z krytyką
Boję się: portalu www.nasza-klasa.pl i czegoś jeszcze, ale boję się powiedzieć czego, bo zostanie to wykorzystane przeciwko mnie.
Obrzydza mnie: Zbyt duża ilość żyrandoli zgromadzonych w jednym miejscu.
Moim marzeniem jest: Mieszkać w Meksyku i nauczyć się całego słownika hiszpańskiego na pamięć.
Moje serce należy do: języka hiszpańskiego, krajów hiszpańskojęzycznych ich kultury, sztuki i literatury (a zwłaszcza Meksyku). (I potencjalnego potentata naftowego, tudzież właściciela kopalni szmaragdów w Kolumbii) :D